Cztery łapy,  Django,  dom,  in English,  po polsku

Happy 2019

We welcomed it chilling out on the sofa watching to Polish TV (well, I was, Paul not so much ;-D). A bottle of cava in our hands went pretty quickly. I haven’t posted in six months, omg, just realised! Time flies so quickly…So much happened – I started singing again and felt more energised, happier and relaxed. Django is a fantastic, caring little pup who makes me smile, laugh, who brought sanity back into my life. I was so depressed after losing Bigos. I realised I was much closer to my dog than to many of my family members. He wasn’t “just a dog”, it’s not “just a dog business” to me anyway. He was a part of the furniture, he was the kindest, the mildest and softest dog ever. I miss him every single day.

I’m trying to pursue my yoga – instructing dream, but I think it’s gonna wait to 2020. I’m not doing my sessions as often as I would like, so I need to focus on my discipline this year, that’s for sure!

I feel good about 2019. I feel good about many things, finally. I feel good.


Przywitany leniwie, na sofie, w towarzystwie muzycznych gości  TVNu (Bajm, Górniak, Wilki, Blue Cafe, reszty nie pamiętam…) i z butelką szampana w ręku. Dopiero teraz zauważyłam, że nie pisałam na blogu od sześciu miesięcy! Sześć miesięcy!

Wydarzyło się wiele i niewiele. Nareszcie w moim życiu zawitało więcej muzyki. Piszę więcej, śpiewam częściej, częściej występuję. Django okazuje się być tak niesamowitym psiakiem, że nocy i dnia nie starczyłoby na opisanie prześmiesznych historii z udziałem tego pokręconego czworonoga. Jest bardzo wrażliwy, nie gryzie, przyjaźni się z Bronkiem (do tego stopnia, że rano zanim wyjdzie się załatwić musi przywitać się z królikiem!), jest spokojny, grzeczny i bardzo, bardzo radosny.

Serca nie wyleczyłam, dalej boli. Django przykleił na nim trwały plaster, który dość mocno się trzyma. Django skończył 23 grudnia dokładnie 9 miesięcy i staje się niesamowicie mądrą bestią.

Z noworocznych postanowień w całym tygodniu udało mi się tylko raz skończyć sesję jogi i wypić dwa megapowerowe soki. Reszta rozpłynęła się w gąszczu ważnych i mniej ważnych spraw…

Kiedy kończył się 2017 wiedziałam świetnie, że przede mną trudny rok. Czułam instynktownie, że 2018 będzie okropny i nie myliłam się. Cieszę się, że minął. Co do 2019-ego mam całkiem niezłe przeczucia. Jestem pełna nadziei na to, że będzie ciekawy, aktywny, pozytywny i przede wszystkim zdrowy.

Czego wszystkim nam życzę.

Na zdjęciu: przeszczęśliwy Dj czeka na kolejny rzut Frisbee.

Leave a Reply